Czy Izrael potrzebuje wojny domowej, żeby się ludzie ze sobą dogadali? - humor izraelski w akcji

Aktualizacja: kwi 25


Tytuł oczywiście kontrowersyjny tak samo jak kontrowersyjny odcinek satyrycznego programu "Eretz Nehederet" wyemitowany po czwartych wyborach z rzędu. Możliwe, że niedługo odbędą się kolejne wybory. Izraelskie społeczeństwo jest podzielone chyba jak nigdy przedtem. Po raz czwarty nie jesteśmy w stanie demokratycznie utworzyć większości koalicyjnej. Pomimo, że Izraelczycy w obliczu zagrożenia zwykle się jednoczą i dbają o siebie nawzajem podczas pandemii zaostrzyły się różnice wyznaniowe, demograficzne i kulturowe w społeczeństwie. Rysy widać było już na długo przed pandemią. Izraelczycy spierają się dziś ze sobą w bardzo wielu fundamentalnych kwestiach, które będą wyznaczać kierunek Izraela na najbliższych kilkadzsiesiąt lat. Kolejne nierozstrzygnięte wybory to tylko papier lakmusowy.


Eretz Nehedert czyli po hebrajsku "Wspaniały Kraj" dla tych co jeszcze nie wiedzą to program rozrykowy, w którym w formie skeczy i odgrywanych scenek komentowane są bieżące wydarzenia w kraju. Głównie polityczne ale nie tylko. Właściwie wszystko może się stać przedmiotem skeczu. Jakby u nas przytrafił się "Lagoon" to pewnie też znalazłby się w programie.

Dla scenarzystów tego show nie ma żadnych świętości ani tzw. "świętych krów". Tutaj nabijamy się ze wszystkich bez tematów tabu, ale zawsze w granicach smaku, choć często na jego granicy ale też każdy ma tą granicę ustawioną gdzie indziej i są osoby, które nie są w stanie tego oglądać.

Izraelska skomplikowana rzeczywistość przegląda się w tym krzywym zwierciadle od ponad 15 lat a show nie traci na popularności trzymając wysoki poziom. Wiem, że studenci Hebraistyki z Krakowa przesyłają sobie poszczególne epizody śmiejąc się rozpuku. I ja też cieszę się, że mogę zrozumieć jak genialna jest to satyra.

Robię to wprowadzenie by za chwile zaserwować Wam jeden z ostatnich odcinków, który jest tak śmieszny, że aż niestety czasem smutny, bo jednak wiele z wypowiedzianych słów jest smutną hiperbolą rzeczywistości.

Mam nadzieję, że macie wystarczająco dużo poczucia humoru, by nie wziąć tego na serio w 100% i docenić wyśmienitą pracę scenarzystów. A główny aktor - Assi Cohen to mój ulubiony komik wszechczasów. Czasem tak mnie boli, że nie jestem w stanie przetłumaczyć dla Was więcej jego gagów. Bardzo trudno jest przetłumaczyć lokalny humor. By kogoś rozśmieszyć potrzebny jest tembr głosu, odpowiednia gra aktorska, odpowiednie zbudowanie postaci no i oczywiście niuanse językowe. Nie mniej jednak podejmuję próbę i zobaczymy czy uda Wam się przenieść nieco w nasze realia humorystyczne. Możliwe, że moje tłumaczenie jest zbyt dosłowne. Dajcie znać, czy udało Wam się zaśmiać. Nie bierzcie tekstu dosłownie. To jest u nas właśnie fajne, że ludzie się z tego śmieją i ani stacja ani scenarzysta nie dostanie wezwania do sądu o zniesławienie:)

Poniżej całość sceny do przeczytania po polsku.

Po lewej Irena (Stereotypowa Izraelka Rosjanka), po prawej Shauli - Izraelski odpowiednik polskiego Seby, który pozjadał wszystkie rozumy i ma pomysły jak rozwiązać większość problemów.



Shauli: Dzień dobry, Jak się macie?

Dziennikarz: Wszystko dobrze.

Shauli: Coś chcecie zjeść? Wypić? Chcecie "Neskę"? Ona zrobiła wczoraj cały dzbanek.

Irena: Oj wyszła mi kawa pierwsza liga! To przepis z Tik toka! Najsmaczniejsza po czasie!

Dziennikarz: Nie dziękuję. Opowiedzcie co u Was?

Shauli: szczerze mówiąc pojawiliście się w złym momencie.

dziennikarz: A czemu?

Shauli: Powiedzieliśmy dziś naszemu psu, że został adopotowany.

Irena: Nie chcieliśmy żeby usłyszał to od innego psa. Szczerze mówiąc bardzo dobrze to przyjął. Pewnie nie rozumie dokładnie co to znaczy.

Shauli: leży teraz w pokoju na kocu. Ale chodź porozmawiamy o czymś zabawnym.

Dziennikarz: Zgadzam się! Głosowaliście dziś w wyborach?

Irena: Pewnie! Ja jestem w ogóle zapisana w Rehovot (przypis: odległe miasto) u mojej mamy.

Shauli: Tam też chodzi do banku.

Irena: Jasne! Paznokcie tam robię, fryzjera, wszystko

Shauli: Ona też tam parkuje (przypis: W Izraelu jest dramat z parkowaniem)

Irena: No pewnie, własny parking - nie szkoda?

Dziennikarz: Można zapytać na co głosowałaś?

Irena: No więc tak: w poprzednich wyborach głosowałam na Likud, Listę Arabską, partię Ortodoksyjną, Lewicową, wyznawców Tory... (przypis: partie "od prawa do lewa", którko mówiąc Irena próbowała już wszystkiego:))

Shauli: Ja już cztery razy wrzuciłem białą kartkę z namalowanym kutasem.

Irena: Ale głupek, chyba Ci tego nie uznali...

Shauli: Nie bądź tego taka pewna. Niewiadomo. Powiedziałem: koniec, nie głosuję więcej. Jak dla mnie to ja już z nimi skończyłem. Nie mam siły.

Irena: Tak, już przesadzili! Zamiast do pracy idziemy ciągle głosować. Poza tym nie mam już co założyć na siebie do urny. Wszystkie stylizacje już wykorzystałam.

Dziennikarz: Ale z drugiej strony nie głosować to zrezygnować ze swojego prawa demokratycznego nie?


Shauli: Daj spokój z tym pieprzeniem. Kogo próbujemy oszukać? Każdy kto ma trochę oleju w głowie widzi, że nic się nie zmienia. Kolejne wybory i potem kolejne. To nie działa.

Dziennikarz: Więc jakie widzisz rozwiązanie?

Shauli: To proste! Tylko wojna domowa! Ze smutkiem to mówię.

Irena: Shauli, co ty za głupoty opowiadasz. Co to znaczy wojna domowa?

Shauli: Ja mówię poważnie Irena. Nikomu teraz nie jest na rękę wojna ale nie ma już wyjścia. To społeczeństwo się ze sobą nie łączy. Nie ma chemii, nie możemy się dogadać jeden z drugim. Jest tu za dużo różnych rodzajów. Jemeńczycy, Polacy, Rosjanie, Bułgarzy, Syryjczycy, chałwa, malabi...To jak sałatka - nie smakuje.

Popatrz na Szwedów! W Szwecji masz jeden rodzaj ludzi: Szwedzi. Szwed gruby, Szwed wysoki, Szwed silny, itd ale wszyscy to Szwedzi.

Nie ma Szwedów z Romunii, z Maroka, Szwedów Charedim, Szwedów - Sebixów.

Irena: A ja uważam, że to właśnie coś co sprawia, że nasz naród jest piękny. Taka mozaika.

Shauli: Jak tak Ci się podoba Mozaika to czemu w domu nie wstawiłaś?

Irena: Bo my mamy glazurę?

Shauli: Nic nie mamy wspólnego. Poza tym, że wszędzie nas chcieli pozabijać i żeśmy tu wszyscy uciekli to nic więcej nas nie łączy. Na takiej zasadzie budujemy państwo? Nie!

Państwo się buduje kiedy dobrze nam razem i mamy fajnych sąsiadów i budujemy na początku miasto itd.

Nawet świąt już razem nie obchodzimy. Robimy sobie nawzajem na złość. Kiedy jest syrena religijni wtedy poszczą zamiast stać, a na Yom Kippur tamci nagle stoją na baczność. Potem tamci jedzą suszone owoce na Tu Bi Shavt to z kolei inni im pod nosem jedzą morke owoce. (przypis: Na święto Tu Bi Shvat -odpowiednik świętownia nowalijek, tradycyjnie jemy suszone owoce).

Wszytko to nienawiść. Nienawidzimy jeden drugiego. Koniec! Wystarczy! Ten naród potrzebuje wojny domowej! Sam zobacz, każdy kraj, który siebie szanuje przes