Iran vs. Ameryka - subiektywny komentarz z Izraela

Aktualizacja: lut 26

Od kilku dni "świat żyje” narastającym napięciem pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi na skutek nieoczekiwanego zabójstwa generała Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej, Qassema Soleimanieg

o. Od piątkowego poranka otrzymuję wiadomości z Polski od znajomych, przyjaciół, rodziny i klientów dopytujących o bezpieczeństwo w Izraelu w związku z tymi wydarzeniami. Postanowiłam zabrać głos w tej sprawie (choć unikam wątków politycznych na swoim blogu), ponieważ czytając artykuły w polskiej prasie, platformach internetowych odnoszę wrażenie, że żyjemy w dwóch odmiennych rzeczywistościach oraz znaczenie i konsekwencje aktualnych wydarzeń ma dwa odmienne scenariusze. Myślę, że warto wspomnieć o tym, jak na aktualne wydarzenia patrzą tutejsze izraelskie media a przede wszystkim przeciętni mieszkańcy. Dlaczego warto posłuchać, co mówi Izrael na ten temat?

Dla Izraela umiejętność interpretacji zapowiedzi i gróźb Iranu to kwestia przetrwania

Izrael jest w stanie otwartego konfliktu z Iranem od początku lat osiemdziesiątych, czyli od rewolucji islamskiej. W trakcie tych kilku dziesięcioleci Izrael wysłuchał setki gróźb dotyczących wypędzenia Syjonistów z Bliskiego Wschodu. Zarówno Irańczycy, jak i przywódcy Hezbollahu oraz Hamasu używają tego samego języka: agresji, pogróżek, zastraszania i szantażu. Zazwyczaj jest to język pełen grozy i nienawiści, który nie jest obecny w stosunkach dyplomatycznych w Europie. Dlatego tak trudno nam zrozumieć, że słowa nie zawsze trzeba brać dosłownie. Żeby groźby brać poważnie, musi iść za nimi także jakieś realne zaplecze, przewaga, rzeczywista siła wojskowa. Izraelskie służby specjalne, wojsko i generałowie działają prężenie na wszystkich frontach, by utrzymywać przewagę militarną, technologiczną i wywiadowczą nad swoimi potencjalnymi wrogami w regionie. Nikt lepiej niż Izraelczycy nie wie, że gdyby Iran miał techniczną możliwość zaatakowania Izraela i byłby w stanie ponieść konsekwencje kontrataku, dawno już by to zrobił. Groźby, które słyszymy dziś ze strony rozwścieczonych przywódców Irańskiej Gwardii Narodowej to nic innego jak kontynuacja podobnej komunikacji, którą Izrael zna aż za dobrze i ma z nią doświadczenie. Faktem jest, że decyzja prezydenta Trumpa jest dyskusyjna i można się spierać o to, czy taki jawny atak na suwerenność innego kraju to słuszne posunięcie. To temat na zupełnie inną dyskusję. Tutaj chcę się jednak skupić na tym, że bezpieczeństwo w Izraelu nie zależy od gróźb czy ataku (nawet tak kontrowersyjnego) Stanów Zjednoczonych na drugą najważniejszą osobę w Iranie.

Mosad, czyli wywiad

Mosad to ponoć najlepsze służby wywiadowcze na świecie. Obojętnie od tego, czy zgadzamy się z tym stwierdzeniem, czy nie, to faktem pozostaje to, że agenci izraelskiego wywiadu są obecni także w Iranie i jeśli ktoś pamięta, zimą zeszłego roku agenci Mosadu dotarli do dokumentów z irańskiego archiwum, które jednoznacznie ukazały, że Iran pomimo zapewnień o zaprzestaniu wzbogacania Uranu, (w myśl umowy międzynarodowej odmienianej dziś przez wszystkie przypadki) dalej prowadził działania na rzecz zbudowania w niedalekiej przyszłości broni nuklearnej. To tylko przykład. Izraelski Mosad jest obecny wszędzie tam, gdzie dzieje się coś, od czego zależy bezpieczeństwo i trwanie Państwa Izrael. Ten sam wywiad w ciągu dwóch dni po kontrowersyjnym zgładzeniu Soleimaniego, zbierając informacje od swoich informatorów stwierdził, że ryzyko ataku ze strony Iranu na Izrael jest bardzo niskie i poświęcono temu dokładnie 3 minuty w głównym wydaniu wiadomości. Czekałam z wypiekami na twarzy na całodzienne „breaking news” w izraelskiej telewizji, przerywanie programów i wielogodzinne analizy jak to się robi u nas w TVN24…

Sytuacja w Iranie

Zdjęcia z dramatycznego pogrzebu generała też zawierają w sobie pewien rodzaj przesady znanej na Bliskim Wschodzie. Egzaltacja na wielu płaszczyznach (bez cienia ironii) jest bardzo silną częścią tutejszej kultury. Obecna jest w języku, w architekturze czy filmach. Co ma także swoje pozytywne strony i tez dzięki temu tak kochamy Bliski Wschód. W kraju, gdzie mieszka ponad 81 milionów ludzi, pojawienie się na pogrzebie „ukochanego” generała w liczbie miliona osób (jak podaję źródła irańskie) wcale nie robi takiego wrażenia, jakie pragną wzbudzić lokalne, reżimowe media irańskie. Wiele osób zostało zmuszonych do udziału w pogrzebie i zalane łzami twarze żałobników skandujących „śmierć Ameryce” to zwyczajnie kwestia przetrwania, a nie szczerego bólu. Jak pisze izraelski komentator Sever Plocker na łamach Ynetnews: „Fakt, że zachodnie media nie były w stanie przesłuchać nikogo, kto chwaliłby śmierć Soleimaniego, okrutnego mężczyzny z krwią tysięcy Irańczyków i setek tysięcy Syryjczyków na rękach, odzwierciedla raczej niepowodzenia tych mediów, niż wskazuje na opinię publiczną”. Dalej Plosker podsumowuje także sytuację ekonomiczną kraju:…„Sytuacja ekonomiczna kraju jest przerażająca. Kraj trawi 15% bezrobocie, inflacja sięgnęła poziomu 40%, zaś sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone uszczupliły budżet Iranu w 2019 roku o potencjał dodatkowych 100 mln USD. Tylko nieliczni Irańczycy związani z klasą rządzącą zgromadzili olbrzymie bogactwa. Zdecydowana większość społeczeństwa walczy o przetrwanie. Członkowie Gwardii nie cieszą się uznaniem przeciętnego Irańskiego obywatela.”

Media w szumie informacyjnym

Przez ostatnich pięć dni jesteśmy bombardowani czerwonymi nagłówkami, stwierdzeniami ekspertów z jedynie na pozór potrzebnymi znakami zapytania jak na przykład…”Co jeszcze może zrobić Iran? Zacznie topić tankowce? Zaatakuje Izrael? Czytając tak zatytułowane nagłówki nie można rozdzielić faktów od spekulacji. Zapamiętujemy  jedynie opinie jakiegoś komentatora jako najbardziej możliwy scenariusz. Skacze nam ciśnienie i żyjemy w jeszcze bardziej urealnionym widmie III wojny światowej. Kiedy to się stało, że media, zamiast opisywać rzeczywistość zaczęły ją kreatywnie tworzyć? Na kilkanaście artykułów dotyczących sytuacji na Bliskim Wschodzie zdecydowana większość była opatrzona nie tytułem do opisywanego zdarzenia, ale właśnie wcale nie delikatną tzw. supozycją zawartą już w tytule. Czy myśmy już zupełnie zwariowali? Nasz mózg działa na zasadzie „walcz albo uciekaj” czytanie takich nagłówków uruchamia w nas w sposób automatyczny rodzaj stresu i zmusza do działania lub ucieczki. Z racji niemożności jakiejkolwiek reakcji popadamy w marazm. Mniej skupiamy się na szczegółach zawartych w tekście. Wiadomo, klikalność musi się zgadzać, ale to się dzieje na tak dużą skalę, że właściwie trudno wyciągnąć rozsądne wnioski stosowne do okoliczności. Chciałabym zwrócić uwagę także na nieco osobliwą komunikację medialną „wściekłego Iranu”. Czy Wy też macie wrażenie, że Irańczycy jednocześnie chcą szalonej wojnym a z drugiej strony chcą jak najszybciej rozejść się do domów i nieco odpocząć? Do mediów codziennie przedostają się przeróżne, czasem wykluczające się wypowiedzi "domniemanych” irańskich przywódców snujących wizje zemsty. Ja nie mówię, że szanowny prezydent Tramp jest szczególnie spójny w swojej komunikacji, ale żeby kilka razy dziennie podawać do wiadomości zupełnie odmienne strategie zemsty? Jako przykład przytoczę kilka cytatów z prasy: „Iran ma 13 scenariuszy zemsty na USA” „Iran ma 100 scenariuszy ataku na USA” „Iran nie chce eskalacji i nie chce wojny” „Ameryka odcięła nam rękę, my jej odetniemy nogę”, a następnie „Nie szukamy eskalacji ani wojny, ale będziemy bronić się przed agresją”. Wiadomość z rana: „Wymierzyliśmy policzek Ameryce wystrzeliwując dziesiątki rakiet. ok 80 zabitych po stronie amerykańskich żołnierzy”. Wiadomość po południu z mediów europejskich: „Nie jest jasne, czy w ogóle ucierpieli amerykańscy żołnierze”. Czy przypadkiem międzynarodowe, profesjonalne agencje reporterskie nie powinny lepiej weryfikować kolejnych wypowiedzi rzekomych przedstawicieli irańskich przywódców? A może Irańczycy sami nie do końca wiedzą, jaką strategię powinni objąć? A może warto zwyczajnie poczekać, a nie w gorączce dokładać kolejnej cegiełki do ogólnoświatowej paniki?

Bezpieczeństwo turystów

Polska Ambasada w Izraelu udostępniła dziś (jest to standardowa procedura) instrukcję jak zachować się w razie usłyszenia alarmu przeciwrakietowego. Nawet po pierwszych groźbach w stronę Amerykańskich obywateli na Bliskim Wschodzie, Ambasada Amerykańska zalecała zwiększoną czujność, a nie drastyczne kroki i opuszczenie regionu. Każdy sam podejmuje decyzje o destynacji swoich wakacji i zrozumiałe jest, że niektórzy zrezygnują z wyjazdu do nas. Sama czułam potrzebę zrównoważenia opinii osób wypowiadających się z zagranicy na temat lokalnej sytuacji i nastrojów. Dziś nikt nie daje gwarancji bezpieczeństwa w żadnym miejscu na świecie. Jeśli zdecydujesz się na przyjazd do Izraela i zdarzy Ci się znaleźć się w opisywanej sytuacji, nie wpadaj w panikę tylko zwyczajnie działaj zgodnie z instrukcją, która ma zmaksymalizować bezpieczeństwo wszystkich obywateli i turystów. W razie pytań, czy wątpliwości nie pytaj mnie:) Ja jestem już „stąd” i pewnie mi i tak nie uwierzysz:) Zapytaj tysiące turystów, którzy byli lub właśnie przebywają w Izraelu i z chęcią bezstronnie podzielą się z Tobą swoimi odczuciami na grupie Wakacje w Izraelu na FB. Dziś właśnie dobiliśmy do 11 tysięcy członków, więc myślę, że mamy coś do powiedzenia z pierwszej ręki:) Napisałam ten artykuł, ponieważ chcę Was trochę uspokoić, a jednocześnie pokazać, dlaczego rzeczywistość Europy jest tak dalece odmienna od Bliskowschodniej i trzeba wgryźć się bardziej, by zrozumieć, że to, co jest stosowne dla Europy niekoniecznie działa na Bliskim Wschodzie i odwrotnie.

0 wyświetlenia