top of page

Jak Izrael wylądował na płocie. Izrael wobec inwazji na Ukrainę.


Tragiczny poranek zastał mnie w Polsce


Ten tragiczny poranek 24 lutego zastał mnie i moją 18-miesięczną córkę w moim rodzinnym Rzeszowie. Byłam więc mentalnie i fizycznie o wiele bliżej wojny niż będąc na co dzień w Izraelu. Ulice, kawiarnie i centra handlowe w Rzeszowie zapełniły się ukraińskimi rodzinami szukającymi chwili spokoju w środku burzy. W kiosku jakiś człowiek wyjął zagraniczny paszport, w nim plik dolarów i po ukraińsku poprosił o kartę SIM do telefonu. Historię ostatnich dni tego młodego człowieka już dopowiadam sobie sama. Jeszcze przed lotem powrotnym do Izraela jedziemy z mamą na zakupy dołożyć swoją cegiełkę pomagając uchodźcom. W magazynie zbiórki okazuje się, że pomoc przekroczyła najśmielsze oczekiwania i nasze zakupy to najpiękniejsza kropla w morzu ludzkiej pomocy jaką można sobie w takiej sytuacji wymarzyć. Niemal brakuje miejsca by położyć nasze zakupy.

Wylatuję z Polski w szóstym dniu wojny z niewielką grupą ukraińskich pasażerów, głównie młode mamy z dziećmi. Nie są to zapewne typowi uchodźcy bez perspektywy - wielu z nich mówi po hebrajsku. Być może cieszą się, że udało im się wyjechać, że jeszcze nie zdążyli zapisać pod powiekami wojennych obrazów.

Pracująca u moich teściów Alona pochodząca z Ukrainy powiedziała mi, że jej 64 letnia mama wraz z 43 letnim synem a Alony bratem musieli zostać na Ukrainie, ponieważ szybko zatrzymano mężczyzn w kraju. Jak można sobie wyobrazić mama Alony nie zdecydowała się na samotną podróż przez granicę. To czym żyje dziś Alona jest moim największym lękiem. Boję się, że ja lub moi rodzice lub brat także mogą znaleźć się w podobnej sytuacji. Oczywiście Polska jest w NATO ale czas zweryfikuje czy i jak Traktat Północnoatlantycki jest w stanie postawić się ambicjom tzw. masywnego bloku wschodniego bo nie zapominajmy, że na przeciw wartościom zachodnim gotów jest stanąć nie tylko Putin ale i równie bezwzględny Xi Jinping. Już nie mówiąc o Izraelu i czyhających na niego wrogach ale to stan ciągły. Nic nowego.

Wróciwszy do Izraela zasiadłam przed lokalną telewizją i zaczęłam wsłuchiwać się w tutejszą narrację. W błędzie jest ten, kto myśli, że Izrael jest daleko od tego konfliktu i może spać spokojnie. Nic bardziej mylnego.




Izrael a wojna na Ukrainie


Wraz z rozpoczęciem rosyjskiej inwazji na Ukrainę Izrael od samego początku waży każde słowo wypowiedziane przez swoich polityków. Wprawdzie oficjalnie wystąpił przeciw Rosji na zgromadzeniu ONZ i z ust Ministra Spraw Zagranicznych padają krytyczne słowa wobec nieuzasadnionej inwazji, która „burzy porządek” ale w ślad za tym nie idą jasne i jednoznaczne działania sankcyjne czy symboliczne, od jakich aż roi się w Europie i Stanach Zjednoczonych. W praktyce Izrael hojnie wysyła pomoc Ukrainie ale tylko humanitarną. Izrael czyni liczne wysiłki, by nie znaleźć się między przysłowiowym młotem a kowadłem. Z jednej strony łączy go z Zachodem silny sojusz, wspólne wartości, interesy gospodarcze, bliskie relacje z Ukrainą (i jej nowym prezydentem, który także jest Żydem i sam niegdyś marzył o emigracji do Eretz Israel), z drugiej zaś na szczycie izraelskiej piramidy priorytetów zawsze najwyżej stoi bezpieczeństwo Państwa Żydowskiego. Izrael ma uzasadnioną obsesję na tym punkcie i jest bardzo skuteczny w antycypowaniu wszelkich zagrożeń od początku swojego istnienia. Jednocześnie w innym mieście w Europie - Wiedniu ważą się losy porozumienia nuklearnego z Iranem, którego Izrael nie jest stroną, ale może być jego największym interesariuszem.

Nie ma łatwych dylematów moralnych. Obserwowaliśmy kilka państw Europy (m.in.Niemcy, Włochy, Węgry) które także miały intratne gospodarcze i polityczne relacje z Rosją a które pod wpływem nacisków Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych ostatecznie stanęły po stronie sankcji.

Patrząc jednak z perspektywy Izraela obecnie stawką nie są umowy gospodarcze a głównie życie Żydów na Ukrainie, Rosji, Białorusi oraz bezpieczeństwo 9 mln Izraelczyków na Bliskim Wschodzie. Izrael podejmując się roli mediatora nie może wypuścić z rąk żadnej z piłeczek, którymi aktualnie żongluje, bo jeśli któraś spadnie, konsekwencje mogą być dla niego bardzo niebezpieczne.

W Izraelu mówimy, że Izrael musi stąpać pomiędzy kroplami deszczu tak, by się samemu nie zmoczyć - ישראל צריכה ללכת בין הטיפות. Israel cricha lalehet bein hatipot.


Relacje Izraela z Rosją


Po raz kolejny maleńkie państwo Izrael jest na ustach świata na równi z wiadomościami z Moskwy i Kijowa. Premier Naftali Bennet jak i Minister Spraw Zagranicznych Yair Lapid z pewnym wymownym opóźnieniem odpowiedzieli na prośbę prezydenta Ukrainy Wołodymra Zełenskiego, by przyjąć rolę mediatora w rozmowach pomiędzy Rosją a Ukrainą. Opóźnienie wynikało z konieczności przedyskutowania w kuluarach czy Izrael ma rzeczywiście w ręku odpowiednie narzędzia oraz czy potencjalne korzyści przewyższą podjęte ryzyko.

Z jednej strony Izrael jest jedyną stabilną demokracją na Bliskim Wschodzie i bez wątpienia w starciu Zachodu ze Wschodem staje jednoznacznie po stronie zachodnich wartości a izraelski sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jest jednym z najstabilniejszych na świecie. Jednocześnie Izrael jest młodym krajem położonym we wrogim sąsiedztwie, którego egzystencja od prawie 75 lat zależy od kilku graczy a sukcesy dyplomatyczne Izraela na arenie międzynarodowej są godne podziwu. Izraelscy politycy od dziesięcioleci doskonale potrafią zadbać o swoje interesy i potrafią rozmawiać z każdym. Dobrym przykładem niech będą chociażby niedawne umowy normalizujące stosunki z krajami arabskimi.

Jednym z takich nieformalnych sojuszy są wyjątkowe żeby nie powiedzieć "ciepłe" relacje z Kremlem, a właściwie z samym Putinem.

Fakt, że telefon z Jerozolimy jest odbierany w Moskwie nie jest oczywisty i w tych gorących dniach Naftali Bennett ma okazję skorzystać z dyplomatycznego spadku swoich poprzedników. I nie mam tu na myśli nawet byłego premiera Benyamina Netanyahu, choć i on dbał o właściwą temperaturę tych relacji. Dwie znaczące postaci izraelskiej polityki, które niemal 20 lat temu umocniły bliskie stosunki dyplomatyczne z Rosją, to nieżyjący już premier Ariel Szaron i prawnik Ehud Olmert. Rozmawiali z Putinem często i często także w języku rosyjskim. Z kolei dla byłego premiera Benyamina Netanyahu także było jasne, że aby dostać się do „serca” Kremla trzeba mówić językiem historii i rozumieć rosyjskie sentymenty. Niech jednym z symbolicznych przykładów takiej zażyłości będzie zaproszenie w 2020 roku Władimira Putina do Jerozolimy na obchody odsłonięcia pomnika upamiętniającego oblężenie Leningradu (dziś St. Petersburga).

W mieście Netania zaś stoi inny pomnik wzniesiony jeszcze w 2012 roku – dedykowany zwycięstwu Armii Czerwonej nad wojskami nazistów. W Izraelu mieszka ponad 1 mln rosyjskojęzycznych obywateli, którzy przybyli głównie w latach 90-tych po rozpadzie Związku Radzieckiego. Mamy więc w Izraelu ogromną grupę mieszkańców związanych z Rosją na dobre i na złe.

Podejmując się rozmów z Izraelczykami Władimir Putin jest także zainteresowany tym, by jego przekaz dotarł do Waszyngtonu. Izrael staje się więc nie tylko mediatorem ale i posłańcem. A jak wiemy posłańca się nie zabija a mediator nie może potępiać oficjalnie żadnej ze stron. Izrael „tylko” musi dokonać niemal niemożliwego – tak chodzić w deszczu, żeby się zmieścić pomiędzy kroplami. Co oznaczałoby zmoczenie się?




Sytuacja w Syrii


Po wojnie domowej w Syrii w zastanym tam chaosie swoje miejsce umościła sobie Rosja. Przy całkowitej aprobacie Baszara Al– Asada oczywiście. W Syrii także ulokowały się proirańskie i propalestyńskie ugrupowania paramilitarne, które z kolei przeszkadzają Rosjanom w utrzymaniu porządku. I teraz dochodzimy do miejsca, w którym pies jest pogrzebany. Według nieoficjalnych informacji (których Izrael nie potwierdza ani im nie zaprzecza) siły obronne Izraela mają swoiste carte blanche na regularne ostrzały celów irańskich organizacji zbrojnych działających na terenach Syrii.

Mówiąc w skrócie Rosja obecnie współpracuje z Izraelem w Syrii i przymyka oko na izraelskie działania wojskowe na kontrolowanym przez siebie terytorium syryjskim. W ciągu dnia swoje operacje prowadzą Rosjanie, a w nocy (średnio raz w tygodniu) swoje cele atakują izraelskie samoloty. Taki podział aktywności funkcjonuje od kilku lat i działa sprawnie po dziś dzień studząc zapały izraelskich wrogów w regionie. W praktyce izraelskie siły powietrzne są w stałym kontakcie z wojskiem rosyjskim w Syrii i kiedy zbliża się moment ostrzeliwania (na przykład składu irańskiej broni) kontaktują się z Rosjanami, by określić czas i zakres działań.

Izrael ma więc ustabilizowane i oparte na zaufaniu (cokolwiek to dziś znaczy) stosunki z Rosją w Syrii. A co z tego ma Rosja?

Przede wszystkim w interesie Rosji jest zminimalizowanie wpływów irańskich w Syrii, by utrzymać stabilność w regionie wobec zapędów ekstremistów ale także ta cisza jest potrzebna, aby odbudować kraj po wojnie. Być może wchodzą w grę także inne interesy, o których zwykły szarak jak ja zwyczajnie nie wie. Pokuszę się jednak o wyjaśnienie, co mogłoby się teoretycznie stać gdyby Izrael popełnili błąd w naszych dyplomatycznych zapędach.

Od 2018 roku Rosjanie trzymają w Syrii Baterię S -300, która pozwala na wystrzeliwanie rakiet o długim zasięgu, zdolnych z powodzeniem przelecieć z Damaszku do Jerozolimy. Dotychczas Rosjanie nie przekazują tej broni w ręce Syryjczyków ale taka groźba wisi gdzieś w powietrzu. Wspomniana broń w rękach Syryjczyków to przepis na kolejny konflikt z Izraelem, być może na kilku frontach. W pewnym sensie Izrael trzyma za gardło Iran w Syrii (przy aprobacie Rosji), ale to Rosjanie rozdają karty i pozwalają lub nie, na działanie na swoim terytorium. Raz na jakiś czas rosyjska dyplomacja wystosowuje oficjalne potępienie dla ostrzałów izraelskich, co z punktu widzenia tego, co dzieje się na nieoficjalnym polu jest zwyczajnie „zasłoną dymną”. Putin zadomowił się w Syrii i wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że nigdzie się nie stamtąd nie ruszą w najbliższej przyszłości.



Sprawa Żydów, czyli „dziecko w kąpieli”


Nawet jeśli sytuacja w Syrii nie byłaby brana pod uwagę, na aktualnej mapie izraelskich interesów lub w przysłowiowej kąpieli z dzieckiem, których nie można tak po prostu beztrosko wylać jest życie setek tysięcy Żydów zarówno na Ukrainie jak i w Rosji ale i na Białorusi. Kategoryczne zerwanie stosunków dyplomatycznych z prezydentem Rosji uniemożliwiłoby ewakuację tych ludzi z terenu objętego wojną a także z samej Rosji. Tylko w ciągu najbliższych 3 miesięcy przewija się w mediach informacja o tym, że Izrael ma zamiar przyjąć ok 100 000 nowych żydowskich imigrantów z Rosji i w Ukrainy. Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką populację Izraela i fakt, że rocznie Aliji dokonuje średnio między 20-25 tysięcy Żydów możemy spokojnie powiedzieć, że będzie to rekordowa liczba nowych imigrantów przybyłych do Izraela w XXI wieku.

Firma prawnicza, z którą współpracuję, a która specjalizuje się w prawie imigracyjnym w Izraelu potwierdziła mi, że obecnie obserwują olbrzymi wzrost zainteresowania imigracją z państw wschodniej Europy. Mowa oczywiście nie tylko o osobach z żydowskimi korzeniami. Wiele firm z sektora hi-tech umożliwia swoim pracownikom z Ukrainy legalną pracę w Izraelu w związku z wyjątkową sytuacją w Europie. Wiele firm z Izraela posiada filie swoich firm na Ukrainie.

Wczoraj Minister Spraw Wewnętrznych Ayelet Shaked na konferencji prasowej potwierdziła, że Izrael przyjmie maksymalnie 25 000 nieżydowskich uchodźców i zniesie konieczność wpłaty depozytu w wysokości 10 000 ILS jako zabezpieczenie, że dana osoba opuści kraj.

Takie depozyty były wprowadzone wiele lat temu dla osób przybywających na wizie turystycznej, co do których istaniała obawa, że przybyli do Izraela by się nielegalnie osiedlić. Stary i niefunkcjonalny w tych dniach przepis narobił sporo bałaganu i zniesmaczyl izraelską (i nie tylko) opinię publiczną. Na szczęście wymaganie to zostało właśnie zniesione.


Bennett łamie święty Szabat i leci do Moskwy


Wiemy, że rozmowy pomiędzy izraelskim premierem a Rosją i Ukrainą weszły w gorącą fazę. Przedstawione zostały rosyjskie wymagania, których przyjęcie przez prezydenta Ukrainy Zełenskiego właściwie oznaczałyby poddanie się wpływom Rosji. Niewiadomo na razie co postanowi Ukraina. W miniony Szabat Izraelczycy zostali zaskoczeni nagłą z ich punktu widzenia podróżą Benneta do Moskwy. Nie dość, że zamiar takiej rozmowy był utajniony to jednocześnie wielokrotnie powtarza się, że lot miał miejsce w czasie świętego Szabatu, co dla niezorientowanych oznacza, że religijny premer zdecydował się na złamanie jednego ze świętych nakazów Judaizmu. Złamanie nakazu odpoczynku w Szabat jest możliwe, gdy chodzi o bezpośrednie ratowanie życia. Nie wiemy oczywiście, czy chodziło o ratowanie życia Ukraińców poprzez pilne mediacje czy też o coś bardziej konkretnego. Na ten moment wiadomo, że politycy przeprowadzili ze sobą 3 godzinną rozmowę, po której premier Bennett odbył także rozmowę telefoniczną z prezydentem Zełenskim a następnie udał się natychmiast do Niemiec na spotkanie z kanclerzem Olafem Scholzem, z którym widział się zaledwie kilka dni temu. Wysiłki dyplomatyczne Izraela z dnia na dzień przybierają na sile. Osobistych spotkań w tajemnicy będzie coraz więcej. Coraz częściej pojawiają się także opinie, że Putin zwyczajnie pogrywa sobie z Zachodem i wszelkie rozmowy z Zachodem mają na celu zyskanie czasu oraz (przynajmniej wizerunkowo) zyskanie legitymacji dla swoich działań. Wizerunkowo przekaz może być następujący: skoro prowadzone są negocjacje to może to znaczy, że Putin rzeczywiście chce się dogadać i ma dobe intencje wobec cywilów na Ukrainie. Niestety co do intencji nie możemy mieć wątpliwości. Z dnia na dzień Ukraińcy przekonują się coraz boleśniej jak pozbawiony skrupółów jest rosyjski prezydent.


Nie tylko Moskwa ale i Wiedeń


Skłamałabym twierdząc, że te gorączkowe spotkania izraelskiej dyplomacji są motywowane tylko i wyłącznie sytuacją na Ukrainie.

Aktualnie w Wiedniu trwają zaawansowane rozmowy mające doprowadzić wreszcie do podpisania innej umowy, która ma kolosalne znaczenie dla bezpieczeństwa Izraela, a w której stroną jest Rosja. Mowa oczywiście o tzw. umowie nuklearnej państw zachodu z Irańskim reżimem. Izrael wprawdzie na własne życzenie „wypisał się” z tych negocjacji ale pilnie śledzi rozwój wydarzeń "zza pleców" Stanów Zjednoczonych i swoimi kanałami próbuje wpłynąć na ich wynik.

Przypomnijmy w dużym skrócie: W 2015 roku za czasów prezydentury Baracka Obamy Iran podpisał umowę z tzw. Zachodem, w ramach której zobowiązał się do ograniczenia wzbogacania izotopów U-235 tylko do poziomu potrzebnego, by utrzymać działanie elektrowni. W zamian za to miał otrzymać zastrzyk gotówki i mógł liczyć na intratne umowy handlowe z krajami zachodnim chociażby w zakresie skupowania irańskiej ropy naftowej. W 2018 roku prezydent Trump przy aprobacie Izraela zerwał tą umowę (przywracając drakońskie sankcje) twierdząc, że Irańczycy nie przestrzegają jej postanowień i po cichu wzbogacają uran wbrew umowie, co z resztą udowodnili sami Izraelczycy.

Pamiętam słynną konferencję prasową Netanyahu z kwietnia 2018 roku, podczas której widowiskowo zaprezentowano skradzione przez Mosad z irańskich magazynów dokumenty. Wynikało z nich jednoznacznie, że Iran nie przestrzegał postanowień umowy i w dalszym ciągu produkował broń jądrową.

Dla Izraela groźba użycia broni jądrowej przez Iran jest bardzo realna. Od prawie roku trwają międzynarodowe wysiłki, by wrócić do postanowień z 2015 roku. Dla prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena jest to jedna z głównych obietnic z kampanii prezydenckiej. Izrael jak mantrę wciąż zadaje światowym przywódcom tylko jedno pytanie: jaką zachód będzie miał pewność i mechanizmy kontrolujące irański program jądrowy? Według wszelkich szacunków Iran już posiada zdolność atomową lub dzieli go od tego faktu zaledwie kilka tygodni.

Gdzie w tym wszystkim Rosja i Izrael? Kiedy rozmowy w Wiedniu zbliżały się już do ostatniej fazy, Putin będąc stroną w tym porozumieniu zażądał od Stanów Zjednoczonych pisemnej gwarancji, że sankcje nałożone na Rosję w związku z inwazją na Ukrainie nie wpłyną na możliwości pełnowymiarowej współpracy wojskowej i gospodarczej na linii Rosja – Iran. To także był bezpośredni powód nagłej podróży izraelskiego premiera do Moskwy. Nie wiem jednak co konkretnie jest przedmiotem tej dyskusji. Nie wiedzą tego także izraelskie media. Być może dowiemy się w ciągu najbliższych dni.

Przy tej okazji warto wspomnieć także, że groźba ze strony Iranu to nie psychoza Izraela a niestety rzeczywistość. Żadna to nowość ale każdy rozwój wydarzeń w tym temacie jest brany przez Izrael śmiertelnie poważnie. Zwłaszcza, gdy w ostatnim czasie Irańczycy wysyłają także bezzałogowe samoloty zwiadowcze na teren naszego kraju. Testując raz po rad izraelską odpowiedź i szybkość reakcji.


Sprawa rosyjskich oligarchów


Ale wróćmy jeszcze na chwilę do Ukrainy i stosunku Izraela do zachodnich sankcji. Podczas gdy Europa "ściga" rosyjskich oligarchów i ich majątki, Izrael znowu musi się wić jak piskorz, ponieważ wielu szalenie bogatych Izraelczyków to także rosyjscy Żydzi posiadający izraelskie paszpoty. Izrael ma więc uzasadnione obawy, że może stać się schronieniem dla uciekających przed sankcjami oligarchów. Wprawdzie wprowadzono chociażby ograniczenie dla lądowania na Tel Avivskim lotnisku prywatnych odrzutowców z Rosji ale i to łatwo dziś obejść. Wystarczy wynając odrzutowiec w Turcji.


Relacje ze Stanami Zjednoczonymi


Na to wszystko nakłada się także wyzwanie, przed którym stoi sojusz izraelsko-amerykański. Choć Amerykanie rozumieją delikatne położenie Izraela, ich cierpliwość także jest obecnie wystawiona na większą próbę. Wprawdzie wizyta Bennetta w Moskwie była skoordynowana z Waszyngtonem wiadomo, że sam fakt bliskich rozmów Bennetta z wrogiem zachodu nr 1 - Putinem budzi mieszane uczucia za oceanem. Wraz z mijającymi dniami Stany z pewnością upomną się o jednoznaczne oświadczenie Izraela. Jak to się u nas mówi: Izrael nie może cały czas siedzieć na płocie. Musi wybrać, na którą stronę zeskoczyć.



Więcej nie wiemy niż wiemy


Wysiłki izraelskiej dyplomacji widać gołym okiem. Częstotliwość rozmów izraelskiego premiera z obiema stronami konfliktu jest czasem zaskakująco wysoka. Czasem jest to kilka rozmów oficjalnych w ciągu zaledwie 24 godzin. Wiadomo, że politycy więcej trzymają na razie dla siebie niż dla dziennikarzy. Jest to też zapewne różnica w osobowości tego rządu w porównaniu z poprzednim. Naftali Bennet i Yari Lapid są oszczędni w słowach i niemal nie zdają żadnych relacji z kuluarowych rozmów. Podobnie jak niewiele wiemy o treści długich rozmów ze strony prezydenta Zełenskiego czy samego Putina.

Zbyt dużo niewiadomych by móc napisać, czy izraelskie wysiłki przyniosą efekt, na który wszyscy czekamy - pokój na Ukrainie i zaprzestanie mordowania niewinnych ludzi. Sam premier Bennett po powrocie z Moskwy powiedział izraelskim mediom tylko tyle że „trzeba próbować nawet jeśli szanse są naprawdę niewielkie”. Nie wiadomo czy to zdanie ma ostudzić oczekiwania, by ewentualny sukces lepiej smakował czy przygotowuje nas do bardziej prawdopodobnego fiaska mediacji, jakich się podjął. Na rezultaty wszyscy czekamy z wypiekami na twarzy ale i ze łzami w oczach, bo tych, co stracili życie w tym bezsensownym konflikcie nikt już nie uratuje. A wiele dramatów jeszcze przed nami.


Chwała Ukrainie!


 


Israel Friendly to nie tylko blog! Zobacz czym się jeszcze zajmuję na co dzień:

  • Sklep online: Zobacz NOWOŚCI oraz PROMOCJE w sklepie na Israel Friendly

  • Organizacja wycieczek prywatnych po polsku po Izraelu - IZRAEL

  • Organizacja wycieczek prywatnych po polsku po Jordanii - JORDANIA


Teraz do każdego zakupu za co najmniej 200 NIS dostaniesz kawę z kardamonem 100G gratis!









1 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page