JAK ZOSTAĆ IZRAELCZYKIEM?


Ten tekst będzie z cyklu “dostaję sporo zapytań o…”. Fakt jest taki, że otrzymuję coraz więcej wiadomości od moich kochanych czytelników, zainteresowanych przeprowadzeniem się do Izraela – chwilowo lub na stałe. Rozumiem to marzenie jak nikt inny. W moim przypadku, Izrael jako obiekt zainteresowania od “niedzielnnego hobby”, w ciągu dwóch lat ewoluował do statusu niecierpiącej zwłoki potrzeby podróży. Miało być na chwilę, z biletem w dwie strony. Chciałam się nasycić, podróżować, rozmawiać, zanurzyć się w zupełnie innej, egzotycznej dla mnie wówczas rzeczywistości. Zaczytywałam się w książkach i gazetach na temat historii, kultury, obyczajów, konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Do późnych godzin nocnych oglądałam wszystkie dostępne w internecie filmy dokumentalne.

Pamiętam jak kiedyś przyniosłam do pracy „Niezbędnik inteligenta” poświęcony historii Żydów Polskich. Uśmiechom i chichom moich współpracowników nie było końca. “Przyznaj się, Tobie się Ci Żydzi tak podobają, południowe chłopaki heeee? Dlatego tak Ci odbiło?”. Otóż objaśniam, że “odbiło mi”, ponieważ historia i okoliczności powstawania Izraela, życie w ciągłym konflikcie, niemal nierozwiązywalnym na dzień dzisiejszy i niezwykły temperament Izraelczyków są obiektywnymi powodami dla których temat ten rajcuje tysiące ludzi na całym świecie. Nie ma tu żadnego spisku, żadnej tajemnicy, żadnych ukrytych motywów, poza tymi, o których napiszę za chwilę. A, że chłopaki niczego sobie to już inna sprawa…:)

Tęsknota za życiem mającym ten dreszcz…

Izrael wśród wielu osób zafascynowanych jego historią i kulturą jawi się jako państwo – obietnica. Mnie samą przywiodła tu obietnica dynamicznego, bezkompromisowego społeczeństwa, gorących ludzi, determinacji, poczucia siły, czasem wyższości. Tak często wypominanej na całym świecie „izraelskiej arogancji” poświęciłam nawet materiał (“Mówią o nas aroganncy”).

Dodatkowo tzw. izraelski PR jest bodaj jednym z najbardziej zauważalnych na świecie. Nic dziwnego skoro krytyka międzynarodowa jest także jedną z najsurowszych (czasem słusznie ale częściej niesłusznie). Liczne organizacje izraelskie ale i sami Izraelczycy “z ulicy” dokładają wszelkich starań, by obok niewygodnych informacji dotyczących konfliktu tzw. opinia światowa wiedziała np., że mimo permanentnego życia “na minie”, tu również dzieją się dobre rzeczy. Przede wszystkim istnieje „życie pomimo konfliktu” – dobrze funkcjonuje demokracja, leczy się ludzi z raka, przygarnia się uchodźców z Afryki, 1,5 mln obywateli to znacząca mniejszość arabska z izraelskim paszportem, a więc z pełnią praw obywatelskich. Codziennie korzystasz też z aplikacji i rozwiązań które powstały właśnie tu, a Tel Aviv jest bodaj jedynym miastem, gdzie panuje atmosfera totalnej akceptacji dla każdej odmienności. Wszystko, żeby zachować potrzebny balans, bo ludzie ulegają schematom, uproszczeniom i wierzą ciągle w czarno-białą koncepcję świata.

Izrael jako produkt na półce…skięgniesz po niego?

Obietnica…zupełnie jak przy okazji budowania marki produktu w umysłach odbiorców. Jeden z moich rozmówców w Izraelu powiedział coś, co mi utkwiło mocno w pamięci, bo tłumaczyło niejako ten fenomen “flirtu z Izraelem”. Otóż, jeśli spojrzymy na wszystkie państwa jak na spis różnych marek (brandów), zupełnie jak w sklepie na półce, szybko uświadamiamy sobie, że państwa na mapie mają lepszą lub gorszą rozpoznawalność.

Dam Ci przykład…spróbuj wymienić wszystkie skojarzenia i informacje ze środków masowego przekazu na temat takiego państwa jak Mozambik. Gdzie leży? Jaki panuje tam ustrój? Czy znasz jakieś słynne nazwiska pochodzące z tego kraju? Jakiś ostatni news? Prawdopodobnie jest tego niewiele. Inaczej jest z Izraelem. Izrael w takim rankingu plasuje się na bardzo wysokim miejscu. Ma tzw. brand. Jest rozpoznawalny i wywołuje określone emocje. Negatywne lub pozytywne, ale z pewnością nie jest obojętny dla odbiorcy. To jest fenomen, na który pracują zarówno zaciekli wrogowie Izraela jak i przyjaciele. Czy tego chcemy czy nie, Izrael ciekawi, fascynuje, przyciąga, obiecuje ale i wkurza. Czyli zupełnie jak z niejedną marką o globalnym zasięgu. Z tego właśnie swój początek bierze obietnica.

Oczywiście wszystko weryfikuje się po dłuższym obcowaniu “z produktem”. Część pokrywa się z oczekiwaniami, a część staje się wyzwaniem, czy wręcz podstawą do dużego rozczarowania. Jeśli myślisz, że istnieje idealne miejsce na ziemi i może nim być np. Izrael to powiadam Ci – będzie Ci ciężko zaakceptować tutejszą odmienność. Z otwartą głową i małymi oczekiwaniami lepiej się żyje:) O mojej weryfikacji izraelskiej rzeczywistości z rocznej perspektywy życia w Izraelu możecie posłuchać w materiale – “Plusy dodatnie i plusy ujemne Izraela”.

Jaka jest Twoja motywacja?

Atak strzały amora atakuje szybko i niemal niezauważenie od pierwszej chwili. Tak było w moim przypadku i wiem, że większość turystów, nawet tych nieprzekonanych wyjeżdża stąd z poczuciem przeżycia czegoś uwodzącego. Z mojego punktu widzenia to, co uwodzi to doświadczenie bycia częścią czegoś ważnego. Mieszkając tu, ma się poczucie, że moja obecność jest tu istotna, że jestem kolejnym argumentem na to, że Izrael powinien istnieć. Mogę prowadzić ważne z punktu widzenia historii i wartości rozmowy na temat konfliktu, który dzieje się rzeczywiście i ma konkretne skutki. Przeżywam rakiety, przeżywam ataki terrorystyczne. Wierzcie lub nie, ale smuci mnie wizja braku pokoju, na który zwyczajnie nie widzę szans w najbliższych latach. Przynajmniej nie w tym pokoleniu. Żyjąc tu ma się wrażenie uczestniczenia w jakimś doniosłym epizodzie w historii, namacalnie, na własne oczy. Wg. psychologii trudności i przeszkody spajają ludzi i narody lepiej niż lata dobrobytu i spokoju. Skłaniam się również ku tezie, o której wspominają socjologowie w Polsce, że młodzi ludzie z mojej generacji nie mieli w Polsce i wciąż nie mają spajającego umysły i wartości pokoleniowego przeżycia. Być może stąd ta moja fascynacja życiem tu. To jedna z hipotez.

Reasumując, rozumiem wszystkich, którzy chcą doświadczyć czegoś podobnego. Zapewne każdy z Was ma jakieś swoje wyobrażenie życia w Izraelu, jakąś swoją ukrytą motywację, o której istnieniu jeszcze nie zdaje sobie sprawy. To może być tęsknota za tradycją, której w Izraelu mimo wszystko wciąż jest sporo. To może być tęsknota ideologiczna albo potrzeba bycia częścią silnego kraju (nawet jeśli to jest tylko iluzja).

A więc chcesz żyć w Izraelu?

Jeśli myślisz, że chcesz mieszkać w Izraelu, prawdopodobnie masz ku temu jakiś dobry powód. Dobrze dla Ciebie i twoich bliskich żebyś dobrze zastanowił/-a się, co konkretnie leży u podstaw takiego marzenia? Jak głęboka jest to motywacja? Z czego się wzięła i jak dużo jesteś w stanie poświęcić, żeby spełnić to marzenie?

Izrael to nie Niemcy, ani Wielka Brytania czy Szwecja gdzie można kiedyś było pojechać w ciemno i znaleźć pracę. To nie Unia Europejska i przeprowadzka do Izraela jest poważnym wyzwaniem i ja uważam, że można osiągnąć czego się chce, ale trzeba się do tego przygotować. Dlaczego?

Ano dlatego, że o ile nie masz żydowskich korzeni i planujesz przeprowadzkę chwilową lub na stałe to pierwszy raz obuchem w łeb dostaniesz przy okazji wizy pracowniczej. Z czegoś trzeba żyć nie? Polityka imigracyjna jest surowa i nieubłagana. Zatrudnianie „na czarno” jest oczywiście zabronione, a kary z tytułu nakrycia na nielegalnej pracy wynoszą ponad 50 tys szekli dla pracodawcy, a dla Ciebie najprawdopodobniej skończą się kilkuletnim zakazem wjazdu do Izraela. To chyba ostatnia rzecz, o którą Ci chodzi prawda?

Proponuję zatem nieco inną strategię. Standardowo do Izraela możesz przyjechać max na 3 miesiące-turystycznie. Wystarczy, że trochę przyoszczędzisz. W tym czasie możesz podróżować, poznawać ludzi, wczuć się w klimat i obserwować kulturę. Jeśli Twój budżet jest ograniczony i nie masz specjalnych deficytów społecznych, znaczy się lubisz ludzi – możesz mieszkać u młodych Izraelczyków za darmo korzystając z dobrodziejstwa portalu społecznościowego zwanego Couchsurfingiem, czyli spaniem na kanapie u przypadkowych ludzi, których można zweryfikować wymieniając korespondencję, przeglądając profil na FB oraz rekomendacje innych osób, które już tam były. Korzystałam z tej opcji przez miesiąc. (Ja swoich hostów sprawdzałam pisząc po prostu maile do poprzedników. Polecam zrobić to samo).

Opcja męcząca, ale jak się nie ma budżetu, to trzeba uzbroić się w cierpliwość, stać się społecznie kompetentnym i otworzyć głowę oraz zmysły na towarzyszące temu niezwykłe doświadczenia. Nie bez powodu mówię o społecznych kompetencjach! Idea couchsurfingu polega na szczególnej wymianie. Twój host daje Ci łóżko, ale jest też ciekawy Ciebie, Twojej kultury, jest żądny rozmów, światopoglądowych dyskusji….czasem nawet do rana:)

Mijają 3 miesiące…co dalej?

I jesteś pewny, że to chcesz spróbować tu mieszkać, pracować, żyć.

I wracamy do nieszczęsnej pracy. Tu zaczynają się schody i dramaty. Pozwolenie na pracę, a tylko z takim papierem ktokolwiek da Ci pracę, (chyba, że mówimy o pracy na zmywaku, w barze na plaży w sezonie, tak by nikt nie mógł zorientować się, że jesteś nielegalnym imigrantem) uzyskuje się na dwa sposoby. Strategie są dwie (oficjalne): romantyczna i mniej romantyczna. Romantyczna zakłada, że w czasie pobytu w Izraelu straciłeś/aś zupełnie głowę na mieszkańca tego kraju z paszportem i zamierzacie mieć ze sobą małe puchate dzieci, czyli tak jak to wygląda w każdym kraju – wiza partnerska. Druga opcja jest mniej miłosna i niestety szanse są słabe, ale nie dla wszystkich!

Prawo izraelskie chroni swoich obywateli przed imigracją zarobkową, która zabierałaby teoretycznie pracę Izraelczykom. Każdy pracodawca, który chce zatrudnić kogoś z zagranicy musi w swoim imieniu postarać się dla Ciebie o pozwolenie na pracę. Musi udowodnić, że w całym Izraelu nie mógł znaleźć pracownika o odpowiednich kompetencjach. Ponadto musi uiścić dość sporą opłatę (karę?) za to, że przyjął do pracy imigranta. Musi być więc lekko mówiąc nieźle zdeterminowany. Tu nasze szanse jako psycholog, prawnik, tłumacz, sprzedawca, grafik (chyba, że wybitny) drastycznie maleją. To musi być dziedzina, która jest aktualnie “the most wanted” (super poszukiwana), a Twoje doświadczenie i kompetencje są mocno konkurencyjne. W przeciwnym razie pracodawca na 95% nie podejmie się wyzwania. Pozostałych 5% to przestrzeń do negocjacji i kreatywności, a tu każdy przypadek będzie indywidualny. Zatem jeśli naprawdę chcesz, to swój sposób znajdziesz. Tak czy inaczej*

*Dla bardzo młodych osób (licealiści, studenci) są jeszcze takie opcje jak wolontariat w kibucu(bardzo ciekawa możliwość dla osób, które szukają niezwykłego doświadczenia kształtującego charakter, dla szukających spokoju i powiedzmy świeckiego duchowego ukojenia), wymiana między uczelniami dla studentów, wolontariat dla ludzi starszych, kursy hebrajskiego, organizowane przez Ambasadę Izraela czy wyjazd sponsorowany, gdzie wynagrodzenie przychodzi z Polski, a pracę wykonuje się w Izraelu.

Zawsze stoję po stronie marzeń i ludzi, którzy są zdeterminowani żeby przeżyć coś wartościowego. Jeśli uważasz, że to Cię uszczęśliwi, z Tobie tylko znanych powodów Jalla! (tł. do przodu, jazda, na przód) – jak mawiają Izraelczycy. Myślę, że tekst ten można traktować jako uniwersalny wobec wszystkich kierunków emigracji. To wspaniałe przeżycie i żałuję, że zdecydowałam się na to tak późno. Nigdy nie twierdzę, że nie wrócę do Polski. Na dzień dzisiejszy korzystam z każdego doświadczenia, jestem wdzięczna za każdą przeszkodę i trudności. Cieszę się z takiej możliwości, którą do pewnego stopnia sama sprowokowałam.

Zatem prowokujcie siebie do tego, o czym marzycie. Jeśli masz więcej pytań, chętnie udzielę Ci odpowiedzi jeśli tylko będę wystarczająco kompetentna. Ja też pisałam do ludzi, też szukałam wskazówek, pomocy, informacji. Teraz mam szansę oddać. Uściski.

#izraelskipaszport #wizapracownicza #blogoIzraelu

0 wyświetlenia