12 hebrajskich słów, z którymi wrócisz z wakacji w Izraelu*

Aktualizacja: 21 paź 2020


*Będą tak często wybrzmiewać na ulicach i w rozmowach, że będziesz musiał/a dowiedzieć się co oznaczają.

1. SLICHA

To chyba pierwsze słowo, którego nauczyłam się w Izraelu. Oznacza „przepraszam”. Bynajmniej nie chodzi o to, że Izraelczycy tak często przepraszają. Poza uniwersalnymi sytuacjami, kiedy należy przeprosić Izraelczycy także przepraszają na sekundę kiedy zaczynają krzyczeć, burzliwie negocjować czy zgłaszać skargi. Działa to tak: Slicha! Ata normali? - przepraszam, czy Pan jest normalny? I tu następuje wymiana opinii, zdań i zażaleń, często na jezdni, przy opuszczonych oknach:)) Na własne uszy jednak słyszałam jak jeden kierowca drugiego przeprosił za zajechanie drogi. Nie polegaj zatem na samym słowie przepraszam. Trzeba poczekać na to, co nastąpi potem:)

2. YALLA

Yalla lub Kadima oznaczają wezwanie do wykonania jakiejś czynności. Przykładowo goście na hasło yalla podnoszą się z kanapy, dziękują za poczęstunek i wychodzą. Yalla usłyszysz za plecami, gdy komuś spieszy się bardziej niż Tobie. Oznacza to ni mniej ni więcej: no szybciej! Yalla usłyszysz także wtedy, kiedy komuś spodoba się Twój pomysł i chce go zrealizować jak na przykład: Yalla, Bo naasee et ze! Yalla, zróbmy to! Jest to słowo arabskie.

3. REGA

Moje ulubione słowo, które przy moim braku cierpliwości i przekornej naturze przyprawia mnie często o wysypkę. Rega oznacza: moment lub chwila. Wypowiedziane bez ogródek prosto w twarz z takim lekko podniesionym tonem. Leciutko… Rzadko kiedy ktoś powie do nas całym zdaniem: Proszę chwilę poczekać (Rega bewaksza), co być może uratowałoby resztki moich zszarganych nerwów:) Zwykle jest to po prostu krótkie: Chwila! W domyśle: chwila, jestem zajęta. Dla Izraelczyków nie ma to w ogóle takiego ładunku niegrzeczności jak dla mnie. Ja nakładam na nowo poznany język kulturowe i językowe oczekiwania, z którymi przyjechałam do Izraela. Codziennie łapię się na tym, że coś w Polsce powiedziano by inaczej, w innym tonie, słowach. Kwestia kulturowa. Sama już zaczęłam z tupetem mówić rega na prawo i lewo.

4. BESEDER

Esencja mentalności Izraelczyka to przekonanie, że wszystko będzie beseder, czyli w porządku. Be - w i seder- porządek. Yhije beseder to jedno z najczęściej wypowiadanych zaklęć w Izraelu dotyczących sytuacji politycznej, ekonomicznej, biznesowej, rodzinnej i wszelkiej.

Jak dotąd działa nieźle. Beseder to także zwykłe nasze „ w porządku”, ok, nie ma sprawy, stosowane jako przytakujący kontynuator w rozmowie.

5. TAHANA

To słowo powinni znać wszyscy, którzy poruszają się komunikacją miejską. Tahana oznacza przystanek autobusowy, bądź stację kolejową. Tahana merkazit zaś, to stacja główna, skąd wyjeżdżają autobusy we wszystkich kierunkach. Każde miasto ma swoje Tahana Merkazit. Lokalni wiedzą, co i jak. Możesz zapytać na przykład: Eifo jesz po tahana? Gdzie tu jest jest przystanek?

W Tel Aviv mamy też Hatahana, czyli zabytkową, kultową stację kolejową. Dziś mamy tam pozostałości po torach i wagonach oraz całkiem niezłe restauracje. Wśród których na wspomnienie zasługuje wspaniała restauracja typu tapas -Vicky Christina nie mylić z filmem Woodego Allena, czyli bez Barcelona…:)

6. MESIBA

Jerozolima się żarliwie modli, Haifa ciężko pracuje, a Tel Aviv? Tel Aviv się bezczelnie bawi. Nic więc dziwnego, że w Tel Aviv po we szam (tu i tam) ciągle odbywają się jakieś imprezy. A impreza to właśnie MESIBA. Impreza to może za duże słowo. Nikt nie ubiera się tu w sukienki, koszule z kołnierzykiem czy obcasy. Impreza może zdarzyć się wszędzie. Może Cię złapać znienacka i chyba właśnie na tym polega całe piękno Tel Avivu. Tutaj w oparach sziszy i innych zielonych ponoć dobroczynnych mgiełkach impreza ludzi zastaje w klapkach i zwykłej koszuli na plaży lub na rogu małej uliczki z inną jeszcze mniejszą uliczką. Polecam Mesiba na „plaży delfinów” w każdy piątek przy zachodzie słońca w akompaniamencie bongosów i bębnów. Lokalsi i turyści spotykają się tam, by w ten energetyczny sposób przywitać Szabat. Mesibot (liczba mnoga) są też często przy ulicy Rotshild, Dizengoff czy w dzielnicy Florentin.

7. HOF HA YAM

Droga turystko, drogi turysto. Miej zawsze w plecaku strój kąpielowy. Nigdy nie wiesz, kiedy zostaniesz zaproszona na HOF HA YAM, czyli na plażę. A może po dniu pełnym wrażenim sam będziesz chciał wskoczyć do wody, by schłodzić nieco spieczoną skórę. Izrael jak na swoją niewielką powierzchnię ma stosunkowo długą linię brzegową, a wraz z nią kilometry pięknych plaż. Hof Ha Yam to właśnie plaża, czyli obietnica rześkich fal, niebiesko - czerwonych zachodów słońca czy jeszcze innej mesiba.

8. SABABA

Kolejny przykład arabskiego slangu w hebrajskim użyciu. Sababa, czyli po prostu: Super, coś więcej niż ok, czy dobrze. Sababa to pozytywna, energetyczna odpowiedź na jakąś propozycje, zapytanie o to, jak leci w życiu czy pytanie jak było na hof Ha Yam.

9. ALLAN

Allan, czyli mniej formalna forma powitania w porównaniu do znanego wszystkim shalom. Shalom funkcjonuje trochę jak dzień dobry. Allan to forma partnerska - jak do kolegi, z tym, że tutaj wszyscy na ulicy są kolegami i braćmi toteż ja słyszę Allan częściej niż Shalom jako powitanie. Dlaczego napisałam braćmi? Ponieważ Izraelczycy - mężczyźni uwielbiają nazywać wszystkich swoimi braćmi. Ahi, ma kore?, czyli Bracie, co słychać? Ahi, ten li anaha, tihije benadam! Bracie, daj mi zniżkę, bądź człowiekiem:) Chcesz się pochwalić znajomością niuansów hebrajskiego? Przywitaj się z nowymi znajomymi wołając Allan!

10. NESHIKA

Tni li neshika! - daj mi całusa! To, co mnie urzekło w Izraelu to fakt, że zwykły spacer ulicami miast zamieniał się w wybieg. To znaczy ja sobie zwyczajnie chodziłam, a z prawa i lewa wida