Co nowego w Izraelu?

Izraelczycy nie mogą żyć bez restauracji

Miniona środa była pierwszym dniem otwarcia restauracji, barów i kafejek blisko 120 tys. Izraelczyków zrobiło rezerwacje w swoich ulubionych miejscach na wieczór „pokoronowego” otwarcia. Wiadomo też, że najlepsze restauracje będą obłożone przez cały weekend. W pierwszy wieczór obłożenie wynosiło 75-95% w knajpach w Tel Aviv. Premier Netanyahu niemal zachęcił do wyjścia i celebrowania, oczywiście przy przestrzeganiu zasad zdrowego rozsądku. Mierzenie temperatury, obniżenie liczby stolików w dotychczasowej przestrzeni oraz maseczki wciąż oficjalnie są wymagane i zostaną pewnie na dłużej dając złudne poczucie, że mamy na to jakiś pomysł. Wciąż liczne restauracje, które gorzej poradziły sobie z kryzysem lub nie były w stanie dotrzymać nowych ustaleń higienicznych pozostało zamkniętych. Wydaje mi się, że pandemia jedynie przyspieszyła upadki firm i lokali, które jeszcze przed epidemią radziły sobie słabiej. Miejmy nadzieję, że przedefiniują swój biznesplan i wrócą w nowej odsłonie.


Wzrasta liczba zachorowań


Nie umyka nam wszystkim fakt, że niestety wzrasta liczba zachorowań. W ciągu ostatnich 24 godzin liczba nowych zachorowań wzrosła o 101 nowych przypadków. W ostatnim czasie mogliśmy się pochwalić dniami, w których nie odnotowano ani jednego przypadku lub była to liczba jednocyfrowa. Rząd liczy się z tym, że otwarcie rynku a więc restauracji, szkół czy żłobków wiąże się ze wzrostem liczby chorych. Pytanie jednak brzmi czy jest to już początek drugiej fali, czy jedynie naturalna reakcja na odmrożenie kraju, która zatrzyma się na stałym kontrolowalnym poziomie. Wirusy grupy także są obecne w lecie jednak na o wiele mniejszym poziomie, który nie wystawia systemu zdrowia na przeciążenie.

Poważne pytania stawia także Ministerstwo Edukacji, które kilka tygodni temu otworzyło szkoły. W tej sferze także zauważamy spore wyzwanie. Dzieci i nastolatki nie są w stanie trzymać się reżimów higienicznych, dlatego przykładowo w Jerozolimie zdecydowano o zamknięciu jednej ze szkół i wysłano ponad 600 uczniów na badania.

Z jednej strony nie można zamknąć całego rynku, systemu dziennej opieki i edukacji "na amen", ale moim zdaniem szkoły średnie i uniwersytety można było akurat zamknąć do września, by przynajmniej tą grupę wyłączyć z ryzyka. Od dziś znowu zamknięto szkoły. Przynajmniej tego można było uniknąć. Żłobki i przedszkola są kluczowe, by rodzice mogli wrócić do pracy. To oczywiste a i w tym względzie wielu rodziców nadal się boi (tak jak my) i nadal nie wysłało swoich dzieci, choć przedłużająca się izolacja wszystkim daje się we znaki fizycznie i psychicznie.

Podsumowując, otwarcie restauracji właściwie mogłoby poprzedzać ostatnią fazę wyjścia z lockdownu. Została turystyka, koncerty, większe eventy i rozrywka jak na przykład kina. Moim zdaniem wszystko dzieje się za szybko, jednak nie sposób pominąć skutków ekonomicznych i nacisków społecznych, by umożliwić ludziom powrót do normalności na własną odpowiedzialność. Dziś w trakcie święta Szawuot właśnie zostaliśmy poinformowani o ponownym ograniczeniu wychodzenia z domu i kontaktów z dziadkami. Jest to najświeższa informacje sprzed kilku chwil. To pokazuje tylko, że po chwilowym odprężeniu być może znowu zmierzamy w stronę tak znienawidzonego zamknięcia.

Czas pokaże czy uda nam się zapanować nad liczbą ewentualnych chorych. Ta indywidualna odpowiedzialność to będzie prawdziwy sprawdzian różnic między kulturami i państwami, w ramach którego zobaczymy rzeczywiste zachowanie społeczeństwa motywowane wewnętrznie a nie poprzez system kar i mandatów.


Rząd "Jedności"Narodowej - czy na pewno jedności?


Izrael z nowym Rządem Jedności Narodowej ma przed sobą prawdziwy sprawdzian z efektywności. Izraelczycy patrzą teraz politykom szczególnie wnikliwie na ręce. W czasie jednej z największych zapaści ekonomicznych w Izraelu rząd zdecydował się na powołanie rekordowej (chyba nawet w skali świata) liczby ministrów - (aż 34!) oraz 16 zastępców ministrów, by zaspokoić apetyty obydwu koalicyjnych partii (Likud i Kahol Lavan). Dodatkowo pikanterii dodaje fakt, że Nowy Minister Obrony Narodowej (a za półtorej roku premier Izraela) Beny Gantz - koalicjant Likudu, wbrew swoim zapowiedziom o dbaniu przede wszystkim o interes narodowy, uzyskał właśnie pozwolenie na remont swojej willi w Rosh Haain za 7 mln szekli i wspaniałomyślnie się na to zgodził. Pytanie czy to już oderwanie od rzeczywistości i kontaktu z sytuacją zwykłych obywateli w tak oczywistych okolicznościach czy zwyczajnie wyrachowanie polityczne, które tak dobrze znamy jako wyborcy, a na które możemy patrzeć jedynie z poczuciem beznadziei.


Izraelczycy są przyzwyczajeni do ciężkiej pracy, rzadziej patrzą w kierunku rządu, by otrzymać pomoc finansową (wyjątkiem są tutaj liczne rodziny ortodoksyjnych Żydów, którzy mają szczególny status w kraju), bo Izrael nie jest państwem opiekuńczym, przy jednoczesnych bardzo wysokich podatkach. Koszty życia w Izraelu są dla większości zrozumiałe ze względu na potrzeby zachowania przewagi militarnej i rozwoju technologii przeznaczonej na obronność w obliczu powtarzających się ataków rakietowych. Nie mniej jednak w sytuacji takiego kryzysu wielu spogląda w stronę rządu, pytając o składki, podatki, ubezpieczenia, które przez lata łożyli do wspólnego budżetu właśnie na tzw. czarną godzinę. Trzeba przyznać, że w trakcie tych dwóch miesięcy ministerstwo Skarbu Państwa wielokrotnie zmieniało zasady przyznawania pomocy finansowej, by mogła ona objąć coraz więcej osób i mniejszych firm.


Perspektywa naszej firmy Ask and Travel w obliczu

pomocy finansowej państwa


W naszym wypadku (firma turystyczna) udało nam się otrzymać 3 wpłaty, o różnej wysokości, które stanowią ok 50% naszych średnich miesięcznych wydatków. Wiadomo, że nie da się wszystkim udzielić pomocy wg. potrzeb, więc osobiście nie narzekam optymistycznie myśląc, że jak tylko wznowią się loty turyści nas nie zawiodą.

Dla przetrwania naszego biznesu turystycznego najważniejsze jednak pozostaje, kiedy zaczniemy zarabiać, czyli kiedy nastąpi otwarcie granic, a w następstwie kiedy przyjadą turyści w liczbach, które można nazwać wznowieniem ruchu turystycznego. Na wpół puste samoloty nie sprawią, że moja czy inne firmy znowu staną na nogi. Brak aktywnego ruchu turystycznego lub niski ruch turystyczny oznacza przedłużająca się sytuację dokładania kilku do kilkunastu tysięcy szekli do miesięcznego budżetu tylko w sytuacji mojej niewielkiej butikowej firmy. Co mają zrobić duże agencje i wielcy operatorzy zatrudniający kilkadziesiąt osób? Hotele? Każdy ma granicę, poza którą będzie musiał zwyczajnie zamknąć interes.

Moim zdaniem ważne tutaj będą wszelkie strategie zachęcające do przyjazdu ze strony Ministerstwa Turystyki jak na przykład:

  • przejrzyste rozporządzenia dla przewoźników i hoteli zapewniające higienę podróży,

  • graniczenie oraz sprawą weryfikację liczby osób w najbardziej uczęszczanych miejscach turystycznych,

  • współpraca z biurami podróży i wspólne wypracowanie innowacyjnych rozwiązań, które wyprzedzą inne kraje w walce o turystę

  • aplikacje powiadamiające o lokalizacji ewentualnych ognisk choroby. Turysta ma prawo wyboru czy wybrać się do Safed, do Tyberiady, Jerozolimy czy wręcz przeciwnie do Parku Narodowego, gdyż tam ryzyko zarażenia spada.

  • dopłaty do lotów (które działały już kilka lat w połączeniach do Eilat)

  • urealnienie cen za noclegi w hotelach na terenie kraju. Być może jakieś vouchery lub zniżki dla turystów przybywających na dłużej. W tej chwili ceny hoteli nadal są zwyczajnie za wysokie dla przeciętnego turysty nawet z zachodniej Europy czy Ameryki.

  • na pewno ważna będzie przejrzysta komunikacja na temat tego jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w kraju, gdzie szybko można zrobić test i jak wygląda pomoc w przypadku zachorowania dla turysty. Choć każdy chciałby tego uniknąć i chcielibyśmy wierzyć, że już niedługo świat będzie pozbawiony strachu przed wirusem, z pewnością świadomość, że w razie czego możemy w obcym kraju uzyskać odpowiednią diagnostykę i pomoc zwyczajnie sprawia, że panujemy bardziej nad sytuacją także w trakcie wakacji.

To tylko niektóre pomysły, które przychodzą mi do głowy z perspektywy właściciela butikowej firmy turystycznej w Izraelu. Życzeniowo chciałabym, aby rząd poważnie przyjrzał się właśnie mojej branży, ponieważ ta część gospodarki jest jedną z najbardziej poszkodowanych, a także generującej rosnące wpływy do budżetu w trakcie ostatnich kilku lat. Byłoby szkoda zaprzepaścić milionowe inwestycje, które Ministerstwo Turystyki podjęło tak niedawno. Czy starczy 50 ministrów żeby zająć się tak błahą sprawą?:) To się okaże pewnie w najbliższym czasie. Mam szczerą nadzieję, że tak.


pozdrawiam Was serdecznie z Izraela

Karolina Mints



0 wyświetlenia